|
|
17 listopad 2009
zmęczenie.
|
I mówisz: „słowo”.
Wszechobecna konsumpcja, pogoń za hedonią, wyzwoleniem i zrozumieniem.
(...) a od siebie nic, tylko brać, tylko ja... ja... ja...
Wskoczyć do worka, zawiązać sznurem,
wrzucić do Odry – niech się topi, niech nie oddycha.
I gdzie te wszystkie „ochy” i „achy”, gdzie empatia i współczucie?
Nie, po co? Jutro.
Prawo do macicy, skrobania, kopiowania,
przetwarzania, wyrywania, molestowania i zabijania.
Mierzi mnie to niesamowicie, nudzi,
brzydzi i potęguje poczucie bezsilnego przypływu histerycznego płaczu i dygot.
Kochanie, branie, konsumowanie...być, jeść, zużywać. Chore!
Gorycz się przelała. Nikomu nie zrobi różnicy jeden czy dwa teksty o odmiennym charakterze, wydaje mi się, że mi samemu też to różnicy nie robi, ale napiszę.
"The world is changing" – jak mawiał chiński poeta. Czy może japoński...
Jak mi się nie chce, jak mi się nie chce, nie chce, nie chce, chce, chce...
|
|
(...) słów kilka...:
6
|
|
16 listopad 2009
nadziemie. wyolbrzymienie. czar.
|
Dziś już we własnych domach, dzisiaj już inaczej – na pustyni życia usycham.
W wysokiej wieży siedzi samotność anorektyczna, wyblakła w nicości skryta.
Produkcja i mechanika, porcelana i muzyka; słowa składam, zlepiam w całość.
Otoczka pewności okrutnie okrajana przez uczucie zniewolenia, wyolbrzymienia.
Kochanie Ty moje, słodyczy najdroższe; milcz, nie mów nic. Wyhamuj i zamorduj. Idź.
Każda myśl rani, wyrywam ją z siebie co dnia, obłąkana w rozkoszy złudzeń.
Odkrywam co najlepsze, nie krzyczę nie wzruszam ramionami, chce byś zrozumiał.
Laboratorium i genetyka, glina i plastelina; słowa składam, zlepiam w całość.
Otoczka pewności okrutnie okrajana przez uczucie wypatroszenia, upokorzenia.
Kochanie Ty moje, słodyczy najdroższe; milcz, nie mów nic. Wystartuj i daj życie. Wróć.
|
|
(...) słów kilka...:
5
|
|
12 listopad 2009
Gawarit Moskwa!
|
Sprzęgło się i zaczepiło o punkt niedoskonałości mej.
O zgrozo! Idealność ma się sypie...
Zły nawyk żywieniowy, życiowy. Kiepski metabolizm, egoizm. Błędne kwadraty w kole. Absurdalnie proste czynności stały się niestety nie do przeskoczenia, wypadłem z obiegu. Sekta opanowała wszystko, sekta wyżarła wam mózgi moi drodzy, kochani, zasrani....

Nie ma co się szczypać, ale opowiastki z dupy rodem przechodzą i wychodzą, pojawiają się i znikają w jednej chwili a grono infantylnych komórkowców pasie się ów strawą jak bydło. Przykro mi to stwierdzać, nie jestem idealny, zawsze chciałem być- dokładnie, lecz do takich prymitywnych zachowań nie byłem w stanie się posunąć. Się posunąć...dwuznacznie?
Wy? My? Śmiesznie to brzmi, zdecydowanie tak.
Uuu... zaśmiała się królewna i poszła dalej kosić trawnik.
|
|
(...) słów kilka...:
31
|
|
11 listopad 2009
(...) ponownie. nie na zawsze...
|
(...) bynajmniej.
Zdecydowanie inaczej, o smaku śmietanowo-jogurtowym. Pysznie choć zimno.
I chce być jeszcze tym kimś na kim zależy Ci najbardziej, kimś ponad przeciętną.
Romantyzm- pusty wydźwięk skruszałych, dawno zastygłych serc. Zjedz mnie.
Ileż wstrętu i sztucznych uniesień muszę wyłuskać z siebie aby poczuć się lepiej.
Lepiej, nie znaczy prawdziwie inaczej, wręcz przeciwnie – ohydnie, sztucznie.
Nabieram, garnę, kradnę i przemycam szczęście wypływające z monitora,
gazety, kolejnego ściągniętego pliku .mp3 z sieci... a przecież życie to tylko życie.
Nie oceniaj, nie wymyślaj już i goń za marzeniami ile w nogach masz sił.
Znajdź i weź zabawkę, znajdź i weź– tak po prostu, najzwyczajniej w świecie.
(...) pożegnałem się z weną na bardzo długi czas – chce logicznie, matematycznie.
Chce, a to już coś, od chcenia się zaczyna, kończy się i tak codziennie na sedesie.
Dziś przy mnie był, za mną szedł, ten ktoś, z nibylandii przyleciał- zawitał w sercu.
Pomaluje świat na czerwono, potem jeszcze skompromituje i zabije.
(...) zdecydowanie nie. Inaczej... matematycznie chce, nie romantycznie.
|
|
(...) słów kilka...:
3
|
|
08 listopad 2009
pokój. łóżko. rozmowa.
|
(...) a gdy emocji ścieżki nie znasz, nie wiesz przecież czy dobrze robisz żyjąc.
Dzisiejszego dnia nie wydarzyło się nic. Nie wydarzyło, bo i wydarzyć się nie miało, taki był plan. Noc za dnia, nocą ciemność nieposkromiona była również. Potrzebowałem tego, oni z resztą też. Wylegiwałem się, jadłem ciasteczko, patrzyłem bezwiednie przez okno, wzorkiem zahaczałem o balkonowe kwiaty wiszące, krzesła, krasnale ogrodowe...
I byłem nie posiadając zmarszczki trwogi. Byłem sobą będąc sobą – pięknie.
W łóżku odnalazłem spokój, pod kołdra z marzeń schowałem siebie. Ja, ja, ja...
Tego było mi trzeba. Ochłonąłem. Nie czułem zniesmaczenia, obrzydzenia, strachu...
Dzisiaj nie wydarzyło się nic,
bo wydarzyć się nie miało.
Doskonałość planowania i rozpoznawania zagrożenia.
Ów zagrożenia nie ma, zielone światło, pole minowe oczyszczone.
Idę.
P.s mógłbym przecież nie mówić nic, prawda?
(...) i niebo spadło mi na głowę.
|
|
(...) słów kilka...:
13
|
|

(s)powiedz


Podstawa prawna:
Dz.U.z 1994 nr 24, poz. 83,
sprostowanie: Dz.U.z 1994 nr 43.
Wszelkie prawa zastrzeżone
© 2006-2009 Seckowaty

|